dieta proteinowa w praktyce

szatki zmagania z dietą Dukana

dzień trzydziesty szósty [26 dzień fazy II] 22 lipca 2010

Filed under: protal — nieogarniam @ 00:31
Tags:

Kolejny dzień ważenia i kolejna niespodzianka – kolejny kilogram w dół:D To już w sumie 5 kg, czyli całkiem niezły wynik:D

w ciągu całego dnia: 4 serki homogenizowane
kolacja: tuńczyk z cebulą
przekąska: jogurt truskawkowy

:)

Reklamy
 

dzień trzydziesty piąty [25 dzień fazy II]

Filed under: protal — nieogarniam @ 00:29
Tags:

Postanowienie poprawy niepodlegające żadnym dyskusjom [wyjeżdżam na urlop i nie mogę sobie pozwolić na przybranie na wadze].

śniadanie: jogurt owocowy
drugie śniadanie: jogurt z zieloną herbatą
obiadokolacja: jajko sadzone z szynką

UWAGA! Wcale nie byłam głodna! Żeby nie było, że najpierw się obżeram, a potem katuję.

 

dzień trzydziesty czwarty [24 dzień fazy II]

Filed under: protal — nieogarniam @ 00:27
Tags: , ,

Tutaj już jest rzeźnia:P

śniadanie: racuchy otrębowe z puszkiem
obiad: ryba smażona, surówka [z baru z chińszczyzną, czyli solidna dawka glutaminianu sodu:P]
podwieczorek: nachosy z serem i sosem salsa
kolacja: sakiewki z kurczaka
grzech: dużo alkoholu

Te 3 ostatnie punkty to przez kolegę z pracy, bo zrobił pępkowe:P

 

dzień trzydziesty trzeci [23 dzień fazy II]

Filed under: protal — nieogarniam @ 00:22
Tags:

Coś było o rehabilitacji?:P

śniadanie: jajecznica z kabanosami i szynką
obiad: wędlina, twarożek z rzodkiewką
kolacja: jogurt bałkański z otrębami truskawkowymi

 

dzień trzydziesty drugi [22 dzień fazy II]

Filed under: protal — nieogarniam @ 00:20
Tags: , ,

Sprawa się skomplikowała z powodu wizyty gościa, bardzo miłego gościa z Poznania, który to przywiózł mi mego ukochanego marcińskiego rogalika.

śniadanie: kabanosy
drugie śniadanie: racuchy otrębowe z puszkiem z homoserka
grzech: kawa z lodami [tak, przyznaję, użyłam algidy śmietankowej;p]
grzech: wspomniany wyżej rogalik [no musiałam!;p]
zbrodnia: drinki [duuużo drinków:/]

Ja się, co prawda, po takich wykroczeniach próbuję rehabilitować, ale mimo to nie bierzcie ze mnie przykładu;p

 

dzień trzydziesty pierwszy [21 zień fazy II]

Filed under: protal — nieogarniam @ 00:12
Tags: ,

[Jak ten czas leci! 3 tygodnie drugiej fazy, nie wierzę!]

Dzień ten zapoczątkował weekendowe pasmo wykroczeń. Wstyd pisać, co się działo dalej, ale obiecałam, to muszę;p

śniadanie: jogurt ananasowy
drugie śniadanie: jogurt grejpfrutowy
podwieczorek: kilka kabanosów
obiadokolacja: smażona ryba
grzech: drinki

A to dopiero początek:/

 

dzień trzydziesty [20 dzień fazy II]

Filed under: protal — nieogarniam @ 00:08
Tags: ,

Jak ten czas szybko leci – to już miesiąc z protalem! Przyznam, że nie spodziewałam się, że tak łatwo pójdzie.
Bo wbrew pozorom i pomimo dość licznych grzechów uważam, że wcale mi nie było trudno trzymać się diety [potwierdzić mogą to ci, którzy mnie znają i wiedzą, co i ile potrafię zjeść;)]. Tymczasem z przyswojeniem zasad protalu problemów nie miałam żadnych, dodatkowo zachęcił mnie brak ograniczeń ilościowych i czasowych w spożywaniu pokarmów. Dla takiego łakomczucha i obżartucha jak ja to idealny sposób na odchudzanie:)

Może by tak krótki bilans?;)
Waga: -4kg od wagi wyjściowej
Cera: super!
Kondycja skóry: dużo lepsza, znaczne zmniejszenie cellulitu
Włosy: bez zmian; najważniejsze, że nie wypadają, tak jak przy innych dietach, czy w ogóle przy wahaniach wagi
Paznokcie: po miesiącu nieliczne przypadki kwitnienia, ale przez własne zaniedbanie
Samopoczucie: świetne! zwłaszcza psychiczne, kiedy patrzę w lustro i widzę nową siebie, albo spotykam się ze znajomymi, a oni mi mówią jak świetnie wyglądam:) łatwiej mi wtedy nie myśleć o wszelkich łakociach, którymi przedtem objadałam się bez ograniczeń:)
Grzechy: całe mnóstwo;D ;p

Źle chyba nie jest?;D 4 kg w miesiąc to chyba całkiem zdrowe tempo. Zresztą, mając na uwadze listę swoich wykroczeń powinnam się w ogóle cieszyć, że mi nie przybyło! I cieszę się jak cholera, stąd ta determinacja do trzymania się dni czysto białkowych pomimo wejścia w II fazę.

śniadanie: jogurt z zieloną herbatą
drugie śniadanie: kilka plasterków szynki, serek wiejski light
podwieczorek/grzech: rożek firmowy [4 kulki lodów]
obiadokolacja: ryba smażona w panierce z mąki kukurydzianej z sosem chrzanowym i marchewką
deser: serek czekoladowy

Ja wiem, ja wiem, że lody Grycana to nie bardzo;p Ale był TAKI upał, że nie dało się wytrzymać bez ochłody, a ja tak dawno lodów nie jadłam. Poza tym, jak by nie patrzeć, to też białko;p

Nie udało mi się dostać nigdzie mazeiny, więc sporadycznie – jeśli muszę – korzystam z mąki kukurydzianej. W każdym razie łatwiej panierować rybę w niej, niż w otrębach;p
Do tego starłam sobie trochę marchewki i wymieszałam z odrobiną jogurtu naturalnego. Resztę jogurtu doprawiłam chrzanem, z czego powstał piekielnie ostry chrzanowy sos do ryby:D

Co prawda z jogurtami smakowymi trzeba uważać, jednak ten był o smaku trufli śliwkowej i najzwyczajniej w świecie musiałam go zjeść [uwielbiam śliwki w czekoladzie, a to była cudowna namiastka;D]